Rozmowa z Ewką

I. Słowem wstępu.

Ewka to pseudonim ponad 60 letniej kobiety, która zajmuje się podróżami od około 40 lat. Jest wciąż czynnym lekarzem anestezjologiem. Zdecydowanie przewyższa moją wiedzę i umiejętności, a to co dla zapewne wielu z Was będzie ciekawe, to to, że Ewka należy do podróżników z grupy Niebieskich. Znamy się od około siedmiu lat. Odbyliśmy rozmowę telefoniczną, której część możecie poznać w tym wpisie.

Pamiętajcie proszę, że odniesienia do Zielonych, których użyła Ewka nie dotyczą wszystkich Zielonych i nie należy na wszystkich patrzeć tak jak to opisała Ewka, bo większość Zielonych nigdy nie rozwinęło się do stopnia, do którego dotarli Zieloni znajomi Ewki.

II. Jak dowiedziałaś się o eksterioryzacji?

Od mojej matki. Ona wiedziała czym jest świadome śnienie. Pochodzę z bardzo małego miasteczka na pomorzu. Niektórzy ludzie, sąsiedzi, wiedzieli, że są możliwe sny których jesteśmy kreacjonistami. Moja matka powiedziała mi jak byłam jeszcze małą dziewczynką, że sytuacje, w których orientujemy się, że jesteśmy we śnie są czymś normalnym. Ona tego doświadczała, a po jej słowach i ja zaczęłam. Pytałeś jednak jak myślę o literaturę. Kiedy pierwszy raz trzymałam w dłoniach książkę Roberta Monroe byłam studentką. Mimo, że miałam książkę wydaną w języku angielskim to nie mogłam doczekać się momentu gdy znajdę w moim grafiku dziurę, którą wypełnię czytaniem tej książki. Niestety książka mnie rozczarowała. Idee czy podejście Roberta było słuszne, ale on nie tworzył dla podróżników jakim ja byłam. Brakowało mi dawki emocji, która była wtedy dla mnie niezbędna do odpowiedniego pojmowania Astralu. Dziś już tego nie potrzebuję, bo rozumiem wiele procesów, które zachodzą w tym harmonijnym do bólu miejscu.

III. Jak wyglądały fizyczne spotkania podróżników w czasach PRL-u?

To były trudne czasy dla rozwoju duchowego. Socjalizm przyjaźni się z ateizmem. Ludzie, którzy szukali wtedy drogi buntu stawali z zamkniętymi oczyma po stronie Kościoła Katolickiego. Dla podróżników, którzy byli zagrożeniem dla jednych i drugich po prostu nie było miejsca. Nie było zatem możliwości, aby docierać przy pomocy mediów do szerokiego grona osób podróżujących. Sądzę, że wielu podróżników było pozostawionych bez kontaktu z innymi. A samotność w tej profesji może zabić. Na szczęście żadne służby nigdy oficjalnie się nami nie interesowały. Gdyby było inaczej to prawdopodobnie straciłabym prawo do wykonywania zawodu 🙂 bo organizowałam comiesięczne spotkania dla podróżników, na których dużo dyskutowaliśmy. Ale też piliśmy dużo alkoholu i paliliśmy dużo papierosów 🙂 Dla nas była to odskocznia, po której każdy wracał do swojego codziennego życia. W spotkaniach, które organizowałam brało udział mniej więcej do dwudziestu osób. Wielu z nich było rozsianych po całej Polsce. Patrząc z obecnej perspektywy być może nie był to dla mnie najbardziej rozwijający okres mojego życia, ale na pewno jeden z najszczęśliwszych.

IV. Jako lekarz anestezjolog masz szeroką wiedzę na temat tego jak wprowadzać ciało człowieka w odmienne stany świadomości. Czy możesz opowiedzieć o tym z czym i w jaki sposób eksperymentowałaś?

Poczujesz się rozczarowany jeżeli nie zaspokoję twojej ciekawości w tym temacie? Uważam, że zewnętrzna stymulacja indukowana środkami chemicznymi nie jest właściwą ścieżką rozwoju podróżników.

V. Jakich metod używaliście do opuszczania ciała?

Początkowo były to świadome sny, w których przeskakiwaliśmy na nieco głębsze poziomy. Wpadliśmy na pomysł, żeby medytować w ich trakcie, co najczęściej wyrzucało nas do płaszczyzny w Limu gdzie poziomy energii były znacznie niższe i mniej plastyczne. Tam pozbywaliśmy się części naszych ciał astralnych i pokonując międzyobszarową próżnie docieraliśmy do innych rejonów, w tym do drugiej przestrzeni. Stąd też ta nazwa, Limu było dla nas pierwszą przestrzenią, a Obszar przejściowy drugą. W obszarze drugim różne istoty uczyły nas m.in. o naszych ciałach fizycznych w odniesieniu do podróży astralnych. Naturalnym krokiem było odkrycie metod przerywanego snu. Przed snem medytowaliśmy przez około pół godziny z intencjami do ciała astralnego. Następnie spaliśmy od 4 do 6 godzin, rozbudzaliśmy nasze ciała fizyczne i ponownie medytowaliśmy przez około pół godziny. Potem kładliśmy się i na bardzo płytkiej fazie snu wyczekiwaliśmy wibracji lub punktu zmiany świadomości. Zatem czasami świadomość była przerywana, a czasami pracowała na ciągu. Wypływaliśmy z ciał fizycznych nucąc melodie mantryczne. Międzystan – bardzo lubię tą nazwę 🙂 – nazywany był subfizyką. Nie byliśmy w stanie badać subtelnych zmian, które zachodziły w momencie gdy do gry wkraczali Strażnicy. O tym w jaki sposób przeciwstawić się temu schematowi i jak go zrozumieć powiedzieli nam dopiero ci, których nazwałeś Zielonymi.

VI. Zatem, byli wśród Was Zieloni?

Wtedy oczywiście nie używaliśmy takiego nazewnictwa, ale tak, znałam dwie osoby, które zgodnie z Twoim podziałem należały do grupy Zielonych. To była para, małżeństwo, które bardzo się kochało, mocno czułam ich więź. Czułam to. Ich droga nie była prosta, zanim na siebie natrafili musiało się wydarzyć bardzo wiele przypadków, które krok po kroku utworzyły ścieżkę. To ich słowa, ale pominę tę historię. Nigdy nie byłam romantyczką, ale to w jaki sposób tłumaczyli mi działania wielu emocji i to jak one na siebie wpływają, jak się kumulują i w jaki sposób można je wykorzystać było melodią dla moich uszu.

Podróżowałam wtedy od około 5-6 lat. Moje podróże były subtelne i oparte o zmysły. Trudno było mi łapać wspólne punkty tych podróży bo myślałam, że każde wyjście jest unikalne i nic ich ze sobą nie łączy. Mimo to chłonęłam jak gąbka wszystko czego doświadczałam. Nie analizowałam tego, nie starałam się kwalifikować różnych zjawisk, bo nie rozumiałam ich. Ta „zielona” para, którą poznałam podczas sympozjum w Gdyni w latach ’80 oznajmiła mi, że wie o moich podróżach i że mogą mi pomóc jeżeli wyrażę taką ochotę. Oni również byli lekarzami, obecnie już ich z nami nie ma. Nasze rozmowy były dla mnie fascynujące, bo oni zupełnie inaczej postrzegali przestrzenie, które eksplorowałam. Nigdy nie zapomnę jak rozrysowali mi na papierze pola oddziaływań radiacji i to w jaki sposób można z nich korzystać. Ten rysunek był skomplikowanym dziełem sztuki. Dla mnie był to skok świetlny, ponieważ sama nigdy nie wpadłabym na tak złożone koncepty. Oczywiście sama ta wiedza niewiele mi dała. Musiałam przetrawić ten temat i dopiero po kilku latach zaczęłam płynne poruszać się po różnych polach radiacji. Fascynujące było też to z jaką łatwością formułowali swoje myśli, tezy, koncepty, filozofie. Jakby ich nie tworzyli w swoich umysłach, a jedynie odtwarzali z pokładów podświadomości. To w jaki sposób mówili i myśleli o emocjach. Jak je nazywali i kwalifikowali. Przypomnę, że w Polsce był wtedy po prostu bród i przenikająca, zimna szarość. Emocje były tłumione. Oni byli wtedy mniej więcej w moim wieku. Oczywiście odczuwałam ich inność, nawet nie tylko jako podróżników ale też jako ludzi. Było widać, że oni nie są stąd. Po prostu. Byli gośćmi wśród społeczeństwa. Zgodnie z ich słowami byli tu po raz ostatni i mają zamiar wrócić do swoich źródeł po zakończeniu tego co obecnie [w obecnym życiu] robią.

Ich opowieści zazwyczaj były bardzo techniczne, naukowe, laboratoryjne. To działa tak, tak i tak. Tamto działa tak i tak. Łącząc to z tym będzie tak i tak. Bez bruzd na nadinterpretacje. Oni mieli podróże we krwi i ja oraz moi przyjaciele których później przedstawiłam tej parze czuliśmy to, więc oni byli dla nas pierwszą bezpieczną przystanią w oparciu o którą mogliśmy systematyzować naszą wiedzę i ułożyć rozsypankę.

Mówi się, że najważniejszy jest pierwszy krok. To bzdura! Najważniejszy jest pierwszy krok, ale w odpowiednim kierunku. Bez tego wejdziesz w las myśląc, że zwiedzasz Paryż. Takie latarnie, którymi jesteście są potrzebne. Kto sądzi, że jest inaczej lub tego nie rozumie nie dorósł do podróżny, bo nie sztuką jest wymyślać koło na nowo, wciąż i wciąż. Całość dojdzie do celu tylko wtedy, gdy wszyscy będą podążali w jednym kierunku. Wiele lat musiało minąć zanim to zrozumiałam i zanim zrozumiałam różnice pomiędzy egocentryczną świadomością, a świadomością zbiorową.

VII. Jak postrzegasz obecne zmiany społeczne w oparciu o młodych ludzi, jak i o samych podróżników?

Na przekór ludziom, którzy są w moim wieku uważam, że dzisiejsza młodzież nie jest wcale gorsza, mniej moralna i mniej inteligentna niż byliśmy my za młodu. W historii świata nigdy nie istniało tak wielu młodych, kreatywnych ludzi. To oni będą zmieniali to, co będzie poza zasięgiem podróżników. Będą kształtowali świat, w którym rozbudzą się nowe idee i mam nadzieję, że z czasem nowe prawa moralne. A jeżeli chodzi stricte o podróżników, to myślę, że trapią ich dokładnie te same problemy, które dotyczyły nas. Zauważalne dla mnie różnice dotyczą głównie nazewnictwa. Nigdy do głowy nie wpadłoby mi tak ładna i elastyczna nazwa jak Strażnik. Dla nas byli oni Władcami drugiej przestrzeni. Bo Międzystan też nie istniał 🙂 istniała druga przestrzeń. Trzecia przestrzeń była Obszarem przejściowym. Czwarta przestrzeń była zewnętrzami waszego Obszaru przejściowego. Nazwa Limu nie została nadana przez ludzi i jest używana od dawna, więc znaliśmy ją, z tym, że zapisywaliśmy ją jako Lymu. Kamo używaliśmy i zapisywaliśmy tak ja robi się to teraz, w odniesieniu do Twojego artykułu o Bramach wejściowych. Zatem wszystkie różnice o których opowiedziałam nie są znaczącymi różnicami, a jedynie znakiem czasów. A no i tego dziwnego skrótu MTJ też nie używaliśmy, dla nas była to po prostu naddusza, choć wiedz, że rozumiem dlaczego silnie unikasz określeń związanych z religiami.

VIII. Spora grupa moich odbiorców to osoby, które stawiają pierwsze korki w podróżach. Jest coś, co chciałabyś im powiedzieć?

Serce każdego człowieka rytmicznie i nieustannie wskazuje drogę do zrozumienia, że fizyczność jest chwilowym mirażem. Tematem zastępczym. Wystarczy wsłuchać się w siebie i otworzyć swój umysł na to co nowe i nieznane. Bo świat astralny jest inny niż najinsza inszość którą nasze ograniczone mózgi są sobie w stanie wyobrazić. Trzeba być gotowym do walki, bo podróże to walka. Bardzo nierówna, bo walczymy ze samym sobą. Ze swoimi przekonaniami, ze swoimi słabościami. Z ograniczeniami ciała fizycznego. Trzeba być odważnym, bo odwaga jest kompasem wśród niejasności, które napotykamy. A potem wciąż i wciąż docieramy do barier i je przebijamy i pokonujemy. Ocieramy łzy. Czasami łzy goryczy, czasami łzy szczęścia. Walczymy dalej. Ciało krwawi, gubimy sens, ale musimy go odnajdywać za każdym razem, z miłości do życia i do wolności. I ponownie wstajemy, otrząsamy się i walczymy. Bo ten system działa tak, że ma być trudno. Ma boleć. Ma lecieć krew. Inaczej niczego byśmy się nie nauczyli. Gdy to zrozumiemy, przed nami zacznie rysować się góra. Dajemy sobie wtedy czas na odpoczynek i zebranie myśli.

A potem wspinajmy się na tę kamienną, bardzo szorstką górę, która krok po kroku zedrze z nas ego. Coraz wyżej i wyżej. Wtedy dowiadujemy się kim jesteśmy i tego jak mocno byliśmy oszukiwani [przez ego]. Dowiadujemy się jak kochać i jak dać się kochać innym. Bo miłość trzeba umieć przyjąć, a tego ludzkość jeszcze nie potrafi. Taką pełną miłość można dać tylko wtedy, gdy spojrzymy na ukochaną nam osobę stojąc nago, bez ego. Żeby móc odebrać pełną miłość dwie osoby muszą pozbyć się tego wstręciucha, muszą to zrobić dawca i biorca. Wtedy dopiero możemy mówić o miłości, która jest czymś więcej niż zbiór reakcji biochemicznych.

Wiesz, ja jestem idealistką i perfekcjonistką. Wierzę, że to co da się zrobić, zawsze da się zrobić lepiej. Trzeba mieć jednak odpowiednie zasoby żeby móc zrobić cokolwiek, szczególnie gdy nasz cel sięga wysoko ponad chmury. A dla ludzkości jedyny zasób to świadomi ludzie, prowadzeni przez ludzi jeszcze bardziej świadomych, którzy są różnej maści odbiorcami Astralu. Od Mentalistów, Podróżników-spirytystów, Oneironautów po Obenautów. Potrzebni są wszyscy, bo globalna świadomość do której dążymy nigdy nie będzie miała jednego koloru. Zresztą nie może mieć jednego koloru. Gdyby miała, to cel nie zostałby osiągnięty. Mówi się, że miejsce na podium jest jedno. Nie uda się tam upchać całej ludzkości jeżeli nie będziemy jednym organizmem – tylko w ten sposób zmieszczą się tam wszyscy. A jeżeli ktokolwiek uważa, że nie duchowość a galopująca technokracja sprawi, że ludzkość będzie bezpieczna jest krótkowzrocznym głupcem.

 

W moim wieku i w mojej perspektywie pewne znaczenia trzeba uogólniać tak jak zrobił to Buddyzm. Nie mówić, że śpiąc 4 czy 5 godzin i kontrolując stan bez snu przez godzinę dojdziemy do kolejnego punktu. Trzeba uogólniać i mówić: przerwany sen to drzwi wejściowe. Trzeba kompresować znaczenia i używać trudnych słów, choć gdy byłam młoda to nie rozumiałam języka starców. Był złożony, skomplikowany, zaszyfrowany. Teraz to rozumiem i wiem, że w pewnym wieku trzeba zacząć kompresować, bo gdy braknie jednego klocka, wieża zaczyna się walić. Mniej elementów to mniej potknięć. A czas kruszy subiektywne idee. Ty, Twoi przyjaciele i wszyscy podróżnicy nowego pokolenia mają rozdrabniać i szukać dziury w całym. Mają uderzać w stół, mówić: „sprawdzam”. Z radością kląć i każde ziarenko oglądać z każdej możliwej strony. Zadawać pytania i bez lęku przyjmować odpowiedzi. Robić to co robicie. Doświadczajcie, przeżywajcie, płaczcie, skaczcie z radości, kochajcie siebie samych. To musi przez Was płynąć, bo tylko wtedy będziecie wolni. A gdy już będziecie wolni i zdobędziecie bagaż mądrości to uznacie, że trzeba kompresować znaczenia i zrobić miejsce dla innych. Być nie jako cała mapa, a jedynie jak drogowskaz, bo nowe pokolenia mają uczyć się same, taki jest sens ich istnienia. To muszą być ich doświadczenia tak jak obecne są waszymi. Wasze doświadczenia będą chorągwią, którą mocno wbijecie w ziemię i powiecie: „nam się udało, wam też się uda”. Moja chorągiew jest wbita mocno, a wokół niej jest sporo miejsca. Teraz wasza kolej, a ja z chęcią będę się tym procesom przyglądała z boku.

Subscribe
Powiadom o
39 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
3 miesięcy temu

Czytam ten tekst ponownie zaskakujaca kopresja wyborow jak biblioteka ujeta w kilku zdaniach (niebieski)

6 miesięcy temu

A mnie wkurza wkurzyla Ewa

5 miesięcy temu
Odpowiedź do  Mateusz OOBE

Moze jestem zazdrosny, poczułem że wyszosciowe są te slowa do podróżników. Ze Pani Ewa juz osiągnęła cos i nas obserwuje jak my osiągamy. Było w tym vos oceniającego. Mysle ze Pani Ewa ma co jeszcze kontynuować a tym czasem sugeruje ze stoi nad nami z mety i patrzy. Niech nie patrzy za siebie tylko przed siebie i idzie dalej. To nie jest meta jeszcze. Wiem ze jest we mnie silna część która ocenia, i że sam taki jestem to innych o to posądzam. I paradoksalnie tego tak bardzo sie boje byc ocenionym źle. Niczym walcząc o życie. W ogole zastanawia… Czytaj więcej »

5 miesięcy temu
Odpowiedź do  Mateusz OOBE

To trochę zazdroszcze, posiedział bym sobie w parku i nic nie robił przez 10000lat. Ale straty sa trudne. Ale Mateuszu nie odpowiedziałeś na moje pytanie, czy to z zamysłem?

3 miesięcy temu
Odpowiedź do  Mateusz S.

Ja się nie zgodzę. Było w tym wiele dopingu i prawdy. Widać, że doskonale wie co powiedzieć. I taka jest prawda. Świat się zmienia i my musimy się inaczej odnaleźć niż odnalazła się Ewa. Wielka mądrość jest w jej słowach. I gdzieś wszyscy wiemy o tych rzeczach sami w sobie co zresztą ona też powiedziała. Ale wyłożyć sprawy przejrzyście i to z takim szacunkiem i miłością jest wielką sztuką. Patrzy na nas z mety. No tak. To z założenia była rozmowa z autorytetem. Czego się spodziewałeś Mateuszu?

6 miesięcy temu

Wielkie Wam Dzieki Mateusz i Ewka
To wszystko takie fascynujace!
A ja bym chciala jeszcze kontynuacje z „technicznymi” informacjami i opisami jakie zostawila ta para lekarzy z Gdyni i wiecej jeszcze od Ewki i od Ciebie, No chociaz Ty swoje fascynujące techniczne informacje manipulacji energiami opisujesz i to jest super.. Ale ciekawe byloby uslyszec tez takie techniczne informacje od innych i to porownywac i przedumac.
Fascynujace niezwykle i jeszcze raz ogromne dzięki⚘💙⚘

6 miesięcy temu

Piękna rozmowa, dziękuję za jej opublikowanie. Ile jeszcze takich „perełek” masz w ukryciu, Mateusz? „Ewka” mówiła o tym, że w miarę upływu czasu i zmiany pokoleń obenautów zmienia się terminologia. „jak mocno byliśmy oszukiwani [przez ego]”. Czy to naprawdę chodzi o ego czy raczej „fałszywe ego”. Przecież nie da się pozbyć ego bo ego to ja, moja tożsamość. Za to na pewno warto ją „oskrobać” z „fałszywego ego” czyli tego, z czym błędnie się utożsamiam, czym nie jestem i co mnie deformuje. Czy dobrze to rozumiem?
Pozdrawiam,
Zbyszek

5 miesięcy temu
Odpowiedź do  Mateusz OOBE

,, Naszą tożsamość tak naprawdę tworzą wszystkie warstwy Ego, ale ze wszystkich możemy zrezygnować i dalej być sobą.”

Ach te złote myśli mmmm 🤗🤗🤗

6 miesięcy temu

Cześć wszystkim,

Mateusz tego typu artykuły gdzie prowadzisz roznowy z innymi podróżnikami to ciekawy sposób na rozwój strony, stanowią one spore urozmaicenie.

Czy w dalszych rozmowach z Panią Ewą poruszysz/poruszyłeś kwestie związane bezpośrednio ze sposobami i praktykami, które skutkowały OOBE? W czasach kiedy o takin źródle informacji jak Internet można bylo pomarzyć, kwestie zdobywania wiedzy z w/w tematu mogą zainspirować. To, że Pani Ewa należy do grupy Niebieskich może stanowić dla takich osób dużą motywację oraz jej wypowiedzi nadać odpowiedni drogowskaz.

Pozdrawiam!

6 miesięcy temu

Cześć Mateusz 🙂 Dwa krótkie pytanka 🙂 Wspomniałeś wcześniej, że po każdym artykule będzie live. To czy teraz będzie? Pewnie nie, bo raczej jak wspomniałeś w komentarzach w sumie to ty spisywałeś głównie wypowiedzi Ewki 🙂 Ewka Niebieska? ŁAŁ. No ale jak to się ma do tego co pisałeś, że niebieskiemu zajmuje 100 lub więcej razy coś dłużej niż zielonemu jeżeli chodzi o rozwój i ona ma większą wiedzę i umiejętności niż TY? Przecież ty w astralu (poza czasem) spędziłeś niezliczone ilości „czasu” łącznie z latami ziemskimi. To tak można bardzo się rozwinąć nie będąc „mnichem” w tym życiu i… Czytaj więcej »

6 miesięcy temu

Jestem sporo młodsza od Ewy, ale bazując na swoich doświadczeniach i obserwacjach, wyciągnęłam te same wnioski dotyczące rozwoju ludzkości.
I choć Ewa twierdzi, że nie jest romantyczka, to muszę stwierdzić że w porównaniu do tekstów Mateusza, jej tekst zdecydowanie nacechowany jest uczuciami 😉

6 miesięcy temu

Trochę miałem wrażenie jakbym czytał Osha. Może Osho też był oobenautą🤔

5 miesięcy temu
Odpowiedź do  Mateusz OOBE

Może pytanie nie związane z tematem, ale jak już napisałeś to złapię cię za język, co sądzisz o Osho i jego naukach, są coś warte?

6 miesięcy temu
Odpowiedź do  Bosho

Bardzo dobry artykuł, przeczytałem z przyjemności, jak i inne na tej stronie. Najciekawsze jednak to, że wnioski, zebrane w punkcie VIII są takie, że w sumie, podróże poza ciało, niezależnie jak bardzo fascynujące, nie są najważniejsze, najważniejsza jest podróż zwana życiem, niezależnie od wibracji i częstotliwości w jakich aktualnie przebywamy 🙂

Ida
6 miesięcy temu

Gratuluję pięknej rozmowy pełnej skompresowanych znaczeń, które wskazują na głębokie zrozumienie tematu.Dobre jest wiedzieć, że są tacy ludzie jak Pani Ewa i w dodatku tej samej profesji ( obecnie bardzo obciążonej tzw mainstreamową nauką).Ludzie, którzy rozumieją szerszy obraz naszje egzystencji w tym wymiarze, wiedzą że jako listoty izmierzamy w dobrym kierunku, jedynym właściwym i zawsze tak było ( pomimo tego, iż nasz umysl zwodzi nas na manowce postrzegając ten świat jako pełen chaosu). Dziękuję za ten artykuł i czekam na dalsze:)

6 miesięcy temu

Fcuk:) Inspirujące !!