Samodzielność

Doświadczanie stanu OOBE i poznawanie przestrzeni astralnej, to stawianie siebie w roli ucznia. Warto być pokornym, niczego nie zakładać, a co najważniejsze warto odpowiedzi na pytania, które przed nami staną odnaleźć samodzielnie. Walka o wolność i rozwój nie kończy się nigdy, dlatego warto zacząć od tego, aby być sprzymierzeńcem z samym sobą.

I. Wstęp.

Zacznę prosto 🙂 Nie obwiniajmy nikogo o to co nas otacza. Wszystko czego doświadczamy zawdzięczamy samym sobie i sami to dla siebie wybraliśmy zanim zaczęliśmy obecne życie fizyczne. Nie możemy naszych win czy naszych wyborów przerzucać na innych ludzi. W opinii wielu ludzi to wielkie korporacje niszczą środowisko, a nie my. Jednak korporacje zanieczyszczają środowisko/atmosferę dlatego, że sami, świadomie kupujemy ich produkty. Przestańmy to robić, to oni przestaną zanieczyszczać. Możemy w naszym życiu robić okopy, w których schowamy się przed otaczającym nas złem czy niesprawiedliwością, ale nie po to żyjemy żeby się okopywać… i nie po to żyjemy, żeby nie brać odpowiedzialności za nasze życie. Pani Grace Hopper, kontradmirał marynarki USA i jedna z pierwszych, znaczących kobiet-programistów (lub programistek, jak kto woli) powiedziała:

„Stojący w porcie statek jest bezpieczny, ale statków nie buduje się po to aby stały w portach.”

Obwinianie innych za nasze czyny jest zaprzeczeniem istoty życia. Prostą opisowo i trudną wykonaniowo radą jest bycie samodzielnym i pragnienie bycia samodzielnym. Ludzie na ogół pragną wolności, ale zapominają przy tym, że wolność to odpowiedzialność i samodzielność.

Poruszające jest to, jak wiele osób chce doczekać kresu swoich fizycznych dni po to, żeby ktoś inny np. Bóg zdjął z nich odpowiedzialność i opiekował się nimi – a wszystko to sprowadza się do braku wewnętrznej potrzeby bycia samodzielnym. Najpierw nauczymy się jak opiekować się samymi sobą, wtedy wszystko co robimy będzie pełniejsze i pozbawione lewicowego poglądu, wg którego coś należy się nam tylko dlatego, że istniejemy. Tak nie jest, należy się nam tylko to, na co sami zapracujemy (i dotyczy to wszystkich płaszczyzn istnienia). Gdyby było inaczej, to cała egzystencja w przestrzeni fizycznej straciłaby sens.

O tym jak ważne jest bycie samodzielnym dowiedziałem się już podczas moich pierwszych spotkań z MTJ-em. Wtedy jeszcze nie rozumiałem istoty tej sprawy, jednak dzisiaj już wiem i w pełni rozumiem, że jeżeli ktokolwiek chce rozwijać się duchowo to też musi zrozumieć sens samodzielności.

Dość filozofii będącej tłem, czas na odrobinę konkretów, bo mam wrażenie, że trochę mało piszę stricte o moich podróżach, czas więc to nadrobić 🙂 Powoli wkraczamy w tematykę, która kończy okres sielankowego opowiadania o OOBE.

II. Sztorm.

Autor powyższej grafiki: Yuri Shepherd
Jedno z moich pierwszych spotkań moim MTJ-em, okolice 2006 roku.

[ignore]MTJ[ignore]: Będziesz musiał być samodzielny. Nigdy nie będziesz jednak osamotniony w tym, co będziesz robił.

Ja: Czy to znaczy, że zawsze będę mógł na Ciebie liczyć? Dopiero co Cię poznałem, nie chcę być samodzielny, chcę mieć nauczyciela, który krok po kroku poprowadzi mnie przez te wszystkie pagórki i odpowie na zapewne ogromną ilość pytań, które urodzą się w mojej głowie.

[ignore]MTJ[ignore]: Na wszystkie pytania odpowiedź odnajdziesz sam, je będę jedynie Twoim drogowskazem.

Ja: Czyli strach, który nieustannie mi towarzyszy nie zniknie?

[ignore]MTJ[ignore]: Kiedyś zniknie - gdy sam uznasz, że już go nie potrzebujesz.

Ja: Super... mimo wszystko wolałbym jednak nie robić wszystkiego samodzielnie, nie czuję się w tej materii [OOBE] samodzielny.

[ignore]MTJ[ignore]: Jesteś krnąbrny, nieposłuszny, a jednocześnie nie chcesz być samodzielny? - powiedział to z uśmiechem na ustach. Zawsze będę za Twoimi plecami, ale to nie znaczy, że gdy się odwrócisz to mnie zobaczysz.

Ja: Jak mam to rozumieć? Nie możesz po prostu pomóc mi ominąć tych trudnych dróg zostawiając tylko te, hm, miłe?

[ignore]MTJ[ignore]: Mogę, ale nie chcesz tego, trzymaj się [łodzi] mocno!

Głos MTJ-a nagle się urwał. Mocny flash, zmiana perspektywy. Znajduję się na małej żagłówce, dookoła nic poza przytłaczającym ogromem wody. Horyzont to po prostu piękne, delikatne chmury. Delikatny jest również wiatr, który uderza w moją twarz. Werbalnie wypowiedziałem pytanie: "czy jestem tu sam?" poczułem, że ktoś położył dłoń na moim prawym ramieniu. Szybko odwróciłem się, żeby sprawdzić czy to MTJ, ale nie widzę nikogo. - Ok, gościu, faktycznie Cię nie widzę, ale rozumiem, że tam jesteś? Moje ciało przeszyła fala ciepłej wibracji, po czym uczucie czyjejś dłoni na moim ramieniu zniknęło. Na błękitnym do tej pory niebie pojawiła się mała, ciemna chmura, która w bardzo szybkim tempie rozrosła się i zasłoniła całe niebo. Pomyślałem, że jeżeli przyjdzie burza czy sztorm to już po mnie, ponieważ - co tu ukrywać - nie wiem jak steruje się żaglówką. Rozejrzałem się dookoła, widzę jakieś liny, jakieś zaczepy, ale kompletnie nie wiem co mam z tym zrobić. Kilka chwil później poczułem na mojej twarzy pierwszą kroplę deszczu, a jeszcze chwilę później deszcz padał tak mocno, że dookoła nie widziałem nic poza nim. Usłyszałem wtedy pytanie: - boisz się? Odpowiedziałem, że trochę tak, bo nie wiem co mam zrobić? Spróbować postawić żagiel, a może wręcz przeciwnie? Zostawić go jak jest i spróbować go zabezpieczyć, żeby wiatr go nie urwał? Zapewne gdybym wiedział jak się żegluje to czułbym się spokojniejszy. Mocny flash, kolejna zmiana perspektywy. Nadal jestem na mojej łodzi, cały i zdrowy, a niebo znów jest błękitne. W około mnie roi się od łodzi takich jak moja. Na każdej z łodzi siedzi jedna osoba i każda z nich jest szczęśliwa, podekscytowana. Jedna z osób pyta mnie: - jak było, wszystko w porządku? Super, że dałeś radę! Czułem się lekko zdezorientowany, bo właściwie nie wydarzyło się dla mnie nic na tyle trudnego czy emocjonującego, żebym miał prawo do współodczuwania ekscytacji otaczających mnie ludzi. Flash, ponowna zmiana perspektywy. Stoję znów przed moim MTJ-em, w znanym już mi miejscu.

[ignore]MTJ[ignore]: i jak było?

Ja: nie wiem, nie rozumiem tego co mnie spotkało

[ignore]MTJ[ignore]: kiedy zacząłeś się bać, pomogłem Ci, przeżyłem więc Twoje doświadczenie za Ciebie, ale wiedz, że przeżyć może je tylko jeden z nas, albo Ty, albo ja.

Ja: rozumiem więc, że zdarzyło się coś ważnego, ale w momencie w którym na chwilę utraciłem świadomość do gry wszedłeś Ty i pokierowałeś tym co się działo?

[ignore]MTJ[ignore]: dokładnie.

Ja: ej - odpowiedziałem z uśmiechem - ukradłeś moje doświadczenie!

[ignore]MTJ[ignore]: sam tego przecież chciałeś, tak właśnie układają się zdarzenia, gdy odrzucasz samodzielność.

Poczułem wtedy narastającą we mnie falę emocji, której ujściem zapewne mógł być płacz będący wynikiem miksu zrozumienia, wzruszenia i bezsilności, ale udało mi się to lekko zdusić.

[ignore]MTJ[ignore]: jesteś gotowy na to, żeby przeżyć to doświadczenie samodzielnie?

Ja: no dobra, ale wciąż nie potrafię żeglo...

Oślepiający flash. Znów jestem na łodzi, a na moim ramieniu czuję wspierającą dłoń. Szybko się odwróciłem:

- ech, znów go nie ma - powiedziałem do siebie. Rozejrzałem się dookoła, ale tu pięknie i spokojnie. Nie potrzebuję nic więcej, czuję się wolny. W jednej chwili błyskawica przeszyła całe niebo. W mojej głowie pojawił się natłok myśli, wiedziałem, że zaraz zacznie się burza, muszę więc właściwie wykorzystać czas spokoju. Rozejrzałem się po mojej łodzi, widzę kilka lin i zwinięty żagiel. Zacząłem ciągnąć jedną z lin co poskutkowało postawieniem żagla. Szybka myśl: - czy aby na pewno ten żagiel powinien być postawiony? Może jeżeli go postawię, to szybciej przepłynę przez nadchodzący sztorm? Zadawałem te pytania licząc, że w mojej głowie pojawią się odpowiedzi - tak się jednak nie stało. Jedna z lin była przymocowana do nieruchomego elementu żaglówki, postanowiłem więc, że zawiążę ją wokół mojej talii, żeby w razie bujania łodzią podczas sztormu nie wypaść z niej. Kolejna myśl: - a jeżeli wypadnę, to co wtedy? W mojej głowie pojawiła się werbalna odpowiedź: to będziesz mógł zrezygnować, lub rozpocząć próbę od początku. Minęło kilka minut, podczas których mój stres zaczął narastać - proporcjonalnie do wielkości ciemnych chmur, które pokryły całe niebo. Tym razem deszcz padać zaczął o wiele łagodniej, pierwsza kropla, kolejne, jednak nie było to bardzo uciążliwe. Poczułem, że chyba nie będzie tak źle, jednak w tej samej chwili coś bardzo mocno uderzyło w jeden z boków mojej łodzi.

- Uf, jakoś się jeszcze trzymam.

Kolejne łupnięcie, jeszcze mocniejsze, a po nim seria mniejszych uderzeń z różnych stron, przy których odbijałem się jak szmaciana lalka od różnych części łodzi. Przez chwilę zrobiło się spokojnie. Włożyłem dwa palce do ust. Ust w których odczuwałem ból, i na palcach zobaczyłem krew. Seria kolejnych uderzeń, po których zakaszlałem wypluwając kolejną porcję krwi. Ból był realny, prawdziwy, a moje ciało odczuwało zmęczenie. Nie chciałem tego, wolałem przerwać to doświadczenie, ale jednocześnie wiedziałem, że ono musi być moje, od początku do końca. Nikt nie może go przeżyć za mnie - nie chciałem na to pozwolić. Zacząłem się zastanawiać czy dobrze wykorzystałem czas, kiedy niebo było jeszcze spokojne, a wiatr prawie, że zerowy. Na samą myśl o wietrze ten przybrał na sile. Wiedziałem, że nie mam szans z tym żywiołem. Chwilę później wiatr zerwał żagiel i w ciągu kilku sekund ten znalazł się tak daleko na linii horyzontu, że przestałem go dostrzegać. Kolejne uderzenie w łódź i kolejna dawka bólu w całym moim ciele. Wiatr wiał tak mocno, że ból sprawiały mi krople deszczu, niesione nim i uderzające we mnie. Nie miałem już siły trzymać się lin, od których moje ręce były zakrwawione. Odcień mojej skóry był biało-siny, chłód i zimno przeszywały każdy mięsień mojego ciała. Ta gehenna trwała kilkadziesiąt minut. W wyniku wyczerpania, bólu, bezsilności i bezradności, w mojej głowie pojawiła się myśl:

- przecież ten kawałek mięsa to nie jestem ja, to ciało jest kruche i jest częścią łodzi bo pochodzi z tego samego świata co ona. Ja jestem czymś więcej.

W tym momencie moje ciało zaczęło się regenerować. Krew zaczęła wpływać do miejsc, z których wypłynęła, moje mięśnie zaczęły nabierać energii i rozwijać w tak szybkim tempie, że też przez to zacząłem odczuwać rodzaj pewnego bólu i dyskomfortu - szybko jednak minęło to uczucie, a ja stałem się super fit-mięśniakiem. Zapas energii, który posiadałem był ogromny, wiedziałem, że od teraz to ja jestem panem łodzi, a wiatr nie jest już moim przeciwnikiem tylko sprzymierzeńcem. Zmienił się jego kierunek, odwróciłem się za siebie żeby ocenić sytuację i kiedy ponownie spojrzałem przed siebie, z ulgą zauważyłem, że moja łódź ponownie posiada żagiel. Mocno chwyciłem dłonią linę zaplatając ją wokół swojego przedramienia i próbowałem utrzymać żagiel w jednym kierunku - choć nie wiedziałem czy ten kierunek jest właściwy. Wiatr nie słabł, a lina wżynała się w moją rękę, jednak tym razem już jej nie raniła i pomimo ogromnych przeciążeń bez trudu mogłem utrzymać żagiel pod jednym kątem.

Walka z wiatrem, wodą i sobą samym trwała kolejne kilkadziesiąt minut, po których zacząłem zauważać, że opuszczam sztormową przestrzeń. Niebo znów stawało się błękitne, a ciepłe promienie światła osuszyły moje ciało. Mimo, że czułem się bardzo zmęczony, to uczucie szczęścia, które mnie ogarniało sprawiało, że zmęczenie nie było mocno dokuczliwe. Po chwili zza lekkiej mgły zaczęły wyjawiać się inne łodzie. Były ich setki, pokrywały wszystko co widziałem dookoła mnie. Od tego momentu otoczenie widziałem jednocześnie z dwóch perspektyw - z poziomu moich oczu i z góry, z lotu ptaka. Ponownie usłyszałem pytanie, które już wcześniej ktoś mi zadał: jak było, wszystko w porządku? Super, że dałeś radę! Z lekką dumą spojrzałem w oczy temu człowiekowi i... zauważyłem, że to ja sam. Zacząłem się przyglądać innym łodziom, na każdej z nich byłem ja. Niektóre z łodzi nie miały żagli, jedne były bardziej zniszczone, inne mniej. Na jednych byłem cały zakrwawiony, na innych w pełni zrelaksowany. Odpowiedziałem: tak, wszystko w porządku, super, że daliśmy radę. Czułem jedność ze wszystkim co mnie otacza. Wiedziałem również, że każdy z nich ma za sobą podobne przeżycia i że każdy dał radę, co jeszcze bardziej nas jednoczyło. W oczach każdego „mnie” widziałem spokój i zachwyt otoczeniem. Po jakimś, dłuższym czasie zacząłem odczuwać małe znużenie tą sytuacją, a wtedy nastąpił flash ciepłego, białego światła i ponownie znalazłem się przy moim MTJ-cie.

[ignore]MTJ[ignore]: Teraz rozumiesz?

Ja: Tak, chyba tak. Nie chcę żebyś przeżywał za mnie to co mnie czeka. To musi być moje doświadczenie. Ale nie rozumiem dlaczego było tam tak wiele mnie samego z różnych wersji wydarzeń.

[ignore]MTJ[ignore]: Oszczędziłem Ci pamiętania przeżyć tej chwili setki razy, pamiętasz ją jako jedno doświadczenie.

Ja: Dlaczego było ich tak wiele? Czy dopiero to, które teraz pamiętam było idealne czy właściwe?

[ignore]MTJ[ignore]: Wszystkie były idealne i wszystkie były właściwe, bo wszystkie były Twoje i wszystkie były samodzielne.

Ja: Dlaczego właściwie zostawiasz w mojej pamięci to konkretne?

[ignore]MTJ[ignore]: Było idealne i właściwe, ale wyróżniało je to, że sam, samodzielnie zrozumiałeś, że to co materialne nie jest częścią Ciebie, a na tym polegało to zadanie.

Ja: Czy zatem w ten sposób będzie wyglądała moja nauka?

[ignore]MTJ[ignore]: Czekają Cię przeżycia trudniejsze i łatwiejsze. To było łatwe, ale niezależnie od ich trudności każde z nich da Ci coś, czego nie da Ci nikt - nawet ja. Głębokie zrozumienie zawsze pochodzi z wnętrza nas samych, nikt nie jest w stanie nam tego przekazać tak, abyśmy to w pełni zrozumieli nie przeżywając tego.

Tego typu lekcji miałem niezliczoną ilość, a gdy byłem w samym środku wydarzeń, nigdy nie otrzymywałem odpowiedzi na moje pytania czy pomocy w przypadku zarówno spraw błahych jak i tych, które sprawiały, że ogarniała mnie chęć rezygnacji. Niezależnie od tego w jaki sposób je wypowiadałem czy też próbowałem modlitwy – odpowiedź i pomoc nigdy się nie pojawiała. Z czasem zacząłem jednak rozumieć, że wszystkie te doświadczenia muszą być w pełni moje. W pełni to znaczy, w 100, a nie w 99,999 procentach. Pomoc przywołana pytaniami czy modlitwą zakłóciłaby naturalny przebieg zdarzeń – podczas których muszę być po prostu... samodzielny. W naszym życiu codziennym ewentualną pomoc możemy otrzymać jedynie wtedy, gdy ta nie zaburzy planu – który wcześniej sami sobie ustaliliśmy.

III. Drzewa.

Autor powyższej grafiki: Quentin Bouilloud
Opiszę jeszcze jedną z lekcji, będącą jednocześnie jedną z pierwszych – być może da Wam to dodatkową perspektywę postrzegania spraw, o których traktuje ten artykuł. Odbyła się ona już po lekcji ze sztormem, kilka dni później.

[ignore]MTJ[ignore]: Masz ochotę na kolejną lekcję, podczas której nauczę Cię skakać?

Ja: Skakać? No dobra, niech będzie.

Flash, zmiana perspektywy i otoczenia. Znajduje się na bardzo wysokim drzewie – na Ziemi raczej takie nie istnieją. Otoczenie mógłbym porównać do tego, które panuje w Amazonii. Dużo żywej, gęstej zieleni, odgłosy zwierząt, bardzo wilgotne powietrze.

[ignore]MTJ[/ignore]: Wszystko co masz zrobić to przeskoczyć z jednego drzewa na drugie.

Wskazał mi wtedy drzewo, które miał na myśli. Było ono oddalone o kilkadziesiąt metrów.

Ja: Czy Ty przypadkiem nie naoglądałeś się za dużo Matrixa? Nie potrafię skoczyć tak daleko.

Jeżeli ktoś nie oglądał filmu, pt. Matrix, to opowiem tylko w dwóch słowach, że żartobliwie odniosłem się do sceny, w której główny bohater, Neo, miał spróbować uwolnić swój umysł od zakotwiczenia w obowiązujących prawach fizyki, a test polegał na tym, że Neo, stojąc na dachu wieżowca miał uwierzyć, że potrafi przeskoczyć na dach innego, oddalonego wieżowca. Finalnie ten pierwszy skok się nie udał, a Neo spadł zaliczając swego rodzaju zderzenie z ziemią.

[ignore]MTJ[/ignore]: Potrafisz, potrafisz.

Ja: Ok Neo otwórz umysł, fizyczność nie istnieje, ten skok się uda.

Przygotowałem się, wziąłem oddech, ale niestety skok się nie udał, a ja spadłem. Byłem przy tym mocno obolały, a do tego czekała mnie długa droga po drabinie ustawionej przy drzewie. Obrażenia mojego ciała biorącego udział w tej iluzji były znaczne, dlatego wejście na drzewo po kilkudziesięciometorwej drabinie było sporym wyzwaniem. Kiedy już znalazłem się na górze moje ciało w jednej chwili kompletnie się zregenerowało, a ból minął. Powiedziałem:

Ja: Neo chyba skończył lepiej.

[ignore]MTJ[/ignore]: Ale Ty nim nie jesteś, a ta lekcja nie dotyczy jedynie skakania.

Ja: Nie? Mogłeś powiedzieć mi wcześniej, to zszedłbym po drabinie i wszedł po innej na wskazane przez Ciebie drzewo.

MTJ, zaśmiał się i powiedział: Bardzo podoba mi się Twój umysł ale Twoim zadaniem jest sprawienie, żeby był jeszcze ładniejszy.

Ja: No dobra, z chęcią dostanę się na tamto drzewo, ale może jakaś chociażby teoretyczna pomoc z Twojej strony?

MTJ w tym momencie dał mi duży kamień, który z trudnością utrzymałem w rękach. Pomyślałem sobie, że być może w nielogiczny sposób ten duży kamień ma mi pomóc. Mocno trzymałem go w rękach i skoczyłem. Spadłem z jeszcze większym impetem uderzając już nie tylko o ziemię, ale również o ten kamień. Miałem ochotę w tym momencie zrezygnować, ale MTJ krzyknął do mnie z góry:

- już kiedyś tą lekcję przebyłeś i Ci się udało. Czy chcesz zrezygnować i mam ja zrobić to za Ciebie?

Dobrze pamiętałem jeszcze lekcję związaną ze sztormem, więc odmówiłem i próbując być niepoprawnie zawzięty, ponownie wszedłem na drzewo.

Ja: Naprawdę nie rozumiem co mam zrobić, wymagasz ode mnie chyba zbyt wiele. Daj mi proszę pomoc w innej formie, tak, abym dokładnie wiedział co mam robić.

[ignore]MTJ[/ignore]: Dobrze, bardzo chętnie Ci pomogę.

W tym momencie dał mi jeszcze większy kamień, który udało utrzymać mi się tylko chwilę, po czym ułożyłem go na rozłożystych gałęziach, na których staliśmy.

Ja: Czemu ma to służyć? Z tym kamieniem na pewno również spadnę.

[ignore]MTJ[/ignore]: Więc nie proś mnie o kamienie, bo z każdą Twoją prośbą będziesz otrzymywać coraz większe.

Stanąłem, chciałem zebrać w sobie wszystkie siły, żeby skoczyć najdalej jak potrafię, ale zatrzymałem się i powiedziałem:

Ja: Już rozumiem. Ta lekcja nie dotyczyła skakania jak sam powiedziałeś, tylko samodzielności i tego, że wbrew moim oczekiwaniom zrobienie czegoś samodzielnie będzie finalnie dla mnie łatwiejsze i pełniejsze, ale czy nie mogłeś nauczyć mnie tego w bardziej przystępny i mniej bolesny sposób?

[ignore]MTJ[/ignore]: Z pośród dostępnych mi narzędzi zawsze wybieram te, które są najbardziej skuteczne.

Ja: Nawet jeżeli mają okazać się sadystyczne?

[ignore]MTJ[/ignore]: Jesteś na placu treningowym. Nic Ci tutaj nie grozi, a upadek tutaj będzie mniej bolesny od tych, które zaliczyłbyś w miejscu, w którym by mnie nie było. Gdybyś był potulną owieczką, to siedziałbym z Tobą przy ognisku i w pełnej harmonii opowiadał o filozofii. Nie jesteśmy jednak potulnymi owieczkami więc musimy używać innych metod.

Flash, zmiana otoczenia. Jesteśmy chyba w tym samym miejscu, ale już nie na drzewie. Przechodzimy przez gąszcz roślinności, które MTJ wycina maczetą. Ja idę za nim, nagle zatrzymujemy się, MTJ odwraca się do mnie i mówi:

[ignore]MTJ[/ignore]: Bardzo trudno byłoby nam tutaj przejść, jeżeli nie mielibyśmy tej maczety. Prawie wszystkie Twoje poczynania będą przechodzeniem przez gęste zarośla. Twoją maczetą będzie jednak Twoja samodzielność. Myśl samodzielnie, bądź samodzielny, nie proś o pomoc, bo nie musisz tego robić, wszystko czego potrzebujesz masz w sobie. Twój indywidualny zestaw narzędzi jest najlepszy ze wszystkich dostępnych i nikt nie da Ci lepszego. Naucz się tego używać, a zarośla odsuną się same tworząc dla Ciebie wygodną ścieżkę.

Ja: Trochę to smutne, że nie powinienem prosić o pomoc; być może źle tą kwestię rozumiem, ale czy w tym wszystkim nie chodzi o to, żeby pomagać innym?

[ignore]MTJ[/ignore]: Oczywiście. Pomagaj innym, ale sam nie proś o pomoc.

Ja: Czy nie jest to trochę zaprzeczenie jedności, o której tyle mi mówiłeś?

[ignore]MTJ[/ignore]: Nie. Wzajemne oddziaływania nie są konieczne, wystarczą te jednostronne. Nie każdy człowiek ma możliwość tu i teraz doświadczać tego co doświadczasz Ty, ale kiedyś to się zmieni, a wtedy nikt nie będzie musiał już prosić o pomoc.

Ja: Co się wtedy stanie?

[ignore]MTJ[/ignore]: Ludzkość ewoluuje i będzie na właściwej ścieżce dalszego rozwoju.

Ja: No ale jako człowiek, obecnie, czasami muszę poprosić o pomoc, nie zawsze wszystko jestem w stanie zrobić sam, a do tego jestem przecież jeszcze nastolatkiem, a dodatkowo uważam, że nie każda prośba musi być wyrażona, żeby była prośbą, więc można się w tym trochę poplątać.

[ignore]MTJ[/ignore]: Traktuj Twoje życie fizyczne i obecną egzystencję astralną jako dwa, niezależne od siebie aspekty Ciebie. Będąc tutaj, bądź samodzielny, bo jak już Ci powiedziałem masz do tego narzędzia. Jako człowiek nie masz ich, więc jeżeli to konieczne to poproś i przyjmij pomoc, ale pamiętaj, że Twoja percepcja jest wynikiem tego co robisz w fizyczności i tego co robisz w przestrzeni astralnej i mają one na siebie wzajemny wpływ. Spróbuj postrzegać siebie w kontekście nie tego kim jesteś ani tego co Cię otacza, ale tego co w danej chwili możesz zrobić i do jakich narzędzi masz dostęp. Naucz się również oddzielać sytuacje dnia codziennego, które nie mają związku z rozwojem od tych, które prowadzą do poszerzania Twojej wiedzy i percepcji, bo jak zapewne zaczynasz rozumieć, samodzielność ma dotyczyć jedynie tych drugich.

IV. Modlitwa, a regres rozwoju.

Zawsze, gdy zamiast rozwijać się i przyjmować z pokorą to co dostajemy, prosimy, żeby ktoś rozwiązał problem za nas, lub gdy prosimy o zmianę naszej ścieżki, ponieważ nie znając szerszej perspektywy uważamy, że to co otrzymujemy jest bezsensownym bólem i cierpieniem, stajemy na granicy regresu rozwoju.

Czy zatem jest sens w ogóle się modlić? Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa, ponieważ zależy ona od kontekstu, w którym to pytanie zadamy. Jeżeli prosimy o to, aby otrzymać narzędzia, żeby następnie samodzielnie z nich skorzystać, to wtedy taka prośba ma sens. Nie oznacza to jednak, że takie narzędzia zawsze otrzymamy – bo jeżeli ich otrzymanie mogłoby zaburzyć naszą ścieżkę rozwoju to nikt naszej prośby nie wysłucha. Jeżeli natomiast prosimy o sprawy, które mają sprawić, że ktoś będzie żył za nas samych, to również, zdecydowanie nikt na takie prośby nie odpowie.

W niektórych sytuacjach warto jednak prosić po prostu o wskazanie odpowiedniej drogi – a jeżeli ktoś na naszą prośbę/modlitwę odpowie, to będziemy pewni, że to się stało.

V. Jak rozwijać się samodzielnie.

Rozwój to bardzo ogólne określanie i to o czym tutaj napiszę nie będzie miało zastosowania w każdej możliwej sytuacji i w każdym możliwym kontekście, ale na pewno będzie miało to pełne zastosowane w samodzielnym rozwoju dotyczącym bardzo ogólnie mówiąc spraw związanych z doświadczaniem OOBE. Osoby śledzące scenę OOBE czy to polską czy ogólnoświatową, z łatwością dostrzegą, że większość osób doświadczających tego zjawiska bardzo wiele mówi o emocjach czy wprost o miłości, ale nie skupiają się na mechanizmach, które odpowiadają za ich doświadczenia. Oczywiście nie ma w tym nic złego, ale skupiając się jedynie na tym co łatwe i przyjemne, osiąganie stanu OOBE szybko przestanie mieć dla nas większą wartość, ponieważ nie dostrzeżemy ogromu spraw, które będą nas dotyczyły, a które zbagatelizujemy właśnie przez nierozumienie ich – efektem tego mogą też być błędnie wyciągane wnioski, które oddalą nas od właściwego badania tego zjawiska. Chłonięcie energii, które otrzymujemy będąc w ciele astralnym sprawi, że będziemy jedynie biorcami, a nie na tym polega rozwój. Musimy być obserwatorami.

Warto zatem przyglądać się szczegółom i spróbować je rozumieć. Pewne czynności warto powtarzać i analizować otrzymywane rezultaty. Jeżeli – będąc w ciele astralnym – zaczniemy silnie odczuwać, że dane zachowania czy czynności mają sens, to nie poddawajmy się jeżeli po pierwszym czy dziesiątym razie nie uda się nam to co zamierzamy zrobić. Małe dziecko, które dopiero uczy się chodzić upadnie setki razy, zanim zacznie chodzić. Później upadnie tyle jeszcze więcej razy zanim opanuje tą czynność w zadowalającym stopniu, a mimo to nie poddaje się, bo czuje, że zdobycie tej umiejętności jest ważne i przydatne.

Szlifujcie zatem swoje umiejętności i nie zakładajcie, że cokolwiek co już potraficie robić, robicie w pełni dobrze i że nie da się tego zrobić lepiej. W momencie gdy dotrzecie do granicy perfekcji zauważycie to, a Waszą nagrodą będzie wszystko to, czego nauczyliście się dążąc do tej granicy.

Spróbujcie podejmować problemy na które natrafiacie z różnych perspektyw, zapewne w wielu przypadkach rozwiązanie będzie bardzo łatwe i sami na nie wpadniecie.

Nie przejmujcie się również regresami, ponieważ takowe na planie astralnym nie istnieją. Nie da się zrobić kroku w tył, zatem jeżeli coś przychodziło Wam kiedyś z łatwością (np. opuszczanie ciała fizycznego), a po jakimś czasie się to zmienia, to znaczy to tylko tyle, że ktoś (zapewne Wasz MTJ) , zachęca Was do samodzielności, która lepiej pozwoli Wam zbadać do, co wydawało się Wam, że już wiecie – zupełnie jak rodzic, który puszcza swoje dziecko i pozwala mu zrobić kilka kroków samodzielnie, nawet jeżeli miałoby to zakończyć się upadkiem, czy siniakiem.

Na podsumowanie tego wpisu napiszę tworząc pętlę, że należy pamiętać o tym, żeby być samodzielnymi zawsze, gdy mamy taką możliwość, ale zawsze też powinniśmy pamiętać, że nigdy w naszej samodzielności nie będziemy osamotnieni, bo na naszym ramieniu zawsze będzie spoczywała ręka kogoś komu zależy na tym, abyśmy stawali się lepsi.

Subscribe
Powiadom o
93 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Miłosz
16 dni temu

Cześć Mateusz,

powiedziałeś, że nasze ciało niefizyczne samoczynnie opuszcza ciało fizyczne dość często, w nocy, tylko nie jesteśmy tego świadomi i nic nie pamiętamy. Pytanie, w jakim celu ciało niefizyczne to robi ?

Marcin
19 dni temu

Dzięki Mateusz wspierające słowa pozdrawiam Marcin!

Artur
25 dni temu

dziękuję za ten artykuł, piszesz zawsze o tym co najważniejsze i to w najbardziej czytelny z możłiwych sposobów

Bocian
26 dni temu

Mateusz, napisałeś, że każdy przed wyborem wcielenia ma okazję przejrzeć swoje przyszłe życie. Czy ty spotykając się z daną osobą w „realu” czy przez skype byłbyś w stanie odczytać założenia/cele wcielenia danej osoby? Drugie pytanie: zakładając, że twoja żona jest niebieska, czy byłbyś w stanie wciągnąć ją w oobe do takiego stopnia w jakim sam jesteś? Pytam o przykład Twojej żony, bo zakładam, że byłbyś w stanie poświęcić jej mnóstwo czasu, nie tyle co komuś np przez skype. Mega zastanawia mnie do jakiego stopnia zaawansowania byłbyś w stanie wprowadzić kogoś niebieskiego, gdybyś miał możliwość pełnego poświęcenia?

Bocian
25 dni temu
Odpowiedź do  Mateusz OOBE

Kurczę bardzo to smutne z tymi niebieskimi :-(. Ja w sumie nie wiem jak to rozpoznać, ale stawiam dolary przeciw orzechom, że jestem niebieski :-(. Eh, pechowy w życiu, pechowy w astralu. Pyt. 1 czy Twojemu synowi będzie łatwiej wejść w astral (zakładając, że chciałby), bo odziedziczy w genach coś po Tobie? Pyt. 2. Na stronie pisałeś, że około roku 2700 ludzkość masowo (upraszczajac i streszczajac Twoją nomenklaturę) „wejdzie w astral” . Czyli wynikałoby z tego, że jest sposób, aby niebiescy również szybko zgłębialo ten temat,.jednak zakładam, zeże nasi ziemscy guru od astrala nie mają wiedzy lub możliwości, aby tego… Czytaj więcej »

Bocian
24 dni temu
Odpowiedź do  Mateusz OOBE

Ad1. To szalenie ciekawe. Czy mógłbyś przybliżyć treść tej rozmowy strażnika z Twoim synem?

Dak'kon
23 dni temu
Odpowiedź do  Mateusz OOBE

Podłączę się, bo to ciekawa sprawa. Zdarzyło mi się rozmawiać w świadomym śnie z różnymi osobami, pytając je o różne rzeczy. Czasami te osoby odpowiadały bezsensownie, trochę jak boty ale trafiłem również na takie z którymi można było porozmawiać, a ich odpowiedzi były na tyle rzeczowe i ciekawe, że w sumie do tej pory zastanawiam się nad ich przekazem i czy aby na pewno była to kreacja mojego umysłu. Zastanawiałem się później, czy i ile miałem takich sytuacji których w ogóle nie pamiętam. Jeśli były, co mi dały i co zmieniły. Bo zakładam, że Twój syn tego spotkania nie pamięta,… Czytaj więcej »

Dorota Ewa
26 dni temu

„(…)Co do ciał fizycznych i istot chcących się wcielić – zdecydowanie więcej jest istot astralnych chcących się wcielić niż dostępnych możliwości. Jest to jeden z powodów, dla których niektórzy wybierają życie, które określilibyśmy jako „trudne” – bez konieczności posiadania tak wielu trudnych doświadczeń.(…)” to część Twojej odpowiedzi do Miyawo. …abym nie zgubiła wątku mojego rozumowania….czyli wyglada to tak: MTJ tworzy kolejną osobowośc fizyczną czy najpierw istote astralną, która za zadanie ma COS przeżyć i poszukuje wtedy ta astralna istota odpowiedniego kandydata, czyli albo człowieka albo inną istotę na innej planecie albo jako istota astralna przerabia TO „dłużej” w przestrzeni astralnej?… Czytaj więcej »

Dorota Ewa
23 dni temu
Odpowiedź do  Mateusz OOBE

Coś niesamowitego. Za tę wypowiedź także wielkie dzięki. Zupełnie inaczej z tym zagadnieniem kombinowałam. Nie mam słów…, masz wielkie Serce, że dzielisz się swoją wiedzą. Szkoda, że Prawda jest tak skrzętnie ukrywana, a „znawcy” na lewo i prawo dzielą się informacjami, które mówią, że gdzieś coś dzwoni, wprowadzając mętlik.

Dorota Ewa
23 dni temu
Odpowiedź do  Mateusz OOBE

Jeszcze małe pytanie do tej Twojej odpowiedzi / wypowiedzi – Czy przeorganizowanie planu na podstawie płynących od innych wcieleń informacji zawsze odbywa się na planie Astralu ? czy np Dusza wycofuje się z materii jako zarodek, co jest powodem poronienia? Czy też poronienie w ciele przyszłej / niedoszłej matki jest decyzją MTJ a lub realizacją planu (chociaż w tym ostatnim wypadku raczej chyba Duszy nie chodzi o doświadczenie poronienia, chyba, że to plan Duszy matki, która ma przeżyć takie doświadczenie)?

Wiesław
28 dni temu

Cześć Mateusz. Myślę że pytanie, które chcę teraz zadać, można jeszcze wepchnąć w temat samodzielność. Pisałeś że ciało nie posiada świadomości. Więc gdzie lokowana jest pamięć zdarzeń naszego obecnego życia? Miałem kiedyś sąsiada, emerytowanego górnika, który przeżył dwie wojny światowe. Opowiadając swoje wspomnienia z odległych lat, używał dat, potrafił określić porę dnia, a nawet często podawał godzinę zdarzenia. No, niestety nie pamiętał, np. czy dzisiaj zjadł śniadanie itp. Skoro jestem duszą zamieszkującą ciało, a moja pamięć dnia codziennego pogarsza się wraz ze starzejącym się ciałem/mózgiem, to stoję w rozkroku. Jestem ciałem czy duszą? Nie śpiesz się z odpowiedzią. Żyjemy w… Czytaj więcej »

Rafał
28 dni temu
Odpowiedź do  Mateusz OOBE

Witam…
Skoro mowa o pamięci to korzystając z okazji, podepnę się do tematu: Czy po osiągnięciu pewnego „poziomu” w podróżach astralnych jest możliwość przejrzenia swoich wszystkich wspomnień z życia fizycznego nawet tych które teraz ledwo co pamiętamy? Czy można tam uzyskać dostęp do takiej „super pamięci” i móc przejrzeć całe swoje dotychczasowe życie jak film na YT? 🙂

Riki
26 dni temu
Odpowiedź do  Mateusz OOBE

Mateusz piszesz że możemy znać naszą przyszłość?
Czy to oznacza że dzięki temu możemy np. Uniknąć wypadków ?

Iwi
27 dni temu
Odpowiedź do  Mateusz OOBE

Mateusz czy mógłbyś doprecyzować – w OBE jesteśmy w stanie przypomnieć sobie zdarzenia z życia fizycznego, ale tego które trwa, czy również z poprzednich wcieleń? Pozdrawiam

Kuba Bar
1 miesiąc temu

Wcieliliśmy się tu żeby doświadczać i m.in. dlatego też wymazaliśmy z pamięci to, że jesteśmy czymś więcej. Domyślam się, że jest to mechanizm aby doświadczać pełniej. W takim razie czy powinnyśmy korzystać z takich podpowiedzi jak np tarot, numerologia itp (zakładając, że to działa)? Znając przyszłe wydarzenia możemy się na nie mentalnie przygotować, czyli doświadczenia będą niepełne (a przecież nie o to chodzi), szczególnie te które miały wydarzyć się nagle. BTW Tarot – przecież nie zawsze wyjdzie ta sama „wróżba”. Tarot postawiony dwa razy da zapewne inne rezultaty. Czy jest jakaś zasada, np że nie wolno stawiać tarota więcej niż… Czytaj więcej »

Wiesław
1 miesiąc temu

Witaj Mateusz. To znowu ja 🙂 Ciekawi mnie zagadnienie, które myślę ma związek z tematem artykułu pt. „Samodzielność”. Na jedno z pytań odpowiedziałeś, że posiadane umiejętności człowieka, są pochodną poprzednich wcieleń, które w następnych rozwijamy. W takim razie, czego pochodną jest charakter człowieka? Wiadomo, na tym ziemskim padole rodzą się ludzie o zróżnicowanych charakterach. Weźmy dwa skrajne przypadki. Pierwszy to odważny, przebojowy, niczym Indiana Jones z maczetą w dżungli; ciach ciach ciach, sunie do przodu. Drugi, nieśmiały, przez co wycofany (co nie oznacza że intelektualnie mniej sprawny). Taki, co to go można zabić krzywym spojrzeniem. Więc, co decyduje o tym?… Czytaj więcej »

obefanka
1 miesiąc temu

Strona stygnie, emocje opadają bo nie ma nowych materiałów.Niedobrze.

Jodo
1 miesiąc temu
Odpowiedź do  obefanka

Bardzo osobliwy komentarz odnośnie artykułu nawołującego do samodzielności i własnym doświadczaniu.

Norbert
1 miesiąc temu

Siema Mati
Tak jak i poprzednie artykuły tak i ten bardzo przydatny i konkretny.
Napisałeś: należy się nam tylko to, na co sami zapracujemy…
A jak to jest jak ktoś trafi 6 w totaka albo coś w tym stylu?
Ogólnie to od zawsze mnie to ciekawiło i chyba w koncu się dowiem :p

obefanka
1 miesiąc temu
Odpowiedź do  Norbert

tylko to na co zapracujemy?hmmm…w takim razie takiej na przykład monarchii brytyjskiej należałoby wszystko zabrać bo pochodzi z grabieży, kolonii i innych wymuszanych danin.Rzeczywistość jest taka , że mamy to co zdobędziemy.

Norbert
18 dni temu
Odpowiedź do  Mateusz OOBE

Bardziej chodziło mi o to czemu jednej osobie sie cale zycie farci a drugiej jest pod gorke, mysle ze gdzies po drodze musimy sobie zasluzyc